Moja pasja – Karate Kyokushin

Wszyscy zapewne kojarzymy sztuki walki z dawnych filmów, jak np. „Wejście Smoka” czy „Krwawy Sport”. Takie dyscypliny, oprócz walki z przeciwnikiem, mogą nas nauczyć również jak pokonywać swoje słabości w codziennym życiu. Jedną z nich jest Kyokushin, określane często jako „najsilniejszy styl karate”. Ten właśnie rodzaj sportu to pasja Piotra Skiby, członka oddziału PTSF w Sosnowcu.

Moja przygoda ze sztukami walki zaczęła się dość wcześnie. Mój tata przez długi czas trenował judo i to dzięki niemu w wieku 7 lat poszedłem na swój pierwszy trening. Oprócz judo, interesowały mnie też wszystkie inne wschodnie sztuki walki, między innymi karate, taekwondo i kung-fu. Nie potrafię zliczyć ile razy widziałem wszystkie filmy z Bruce’em Lee.

Trenowałem judo przez 5 lat, następnie przez rok capoeirę, jeszcze później taekwondo, aż w końcu trafiłem na Kyokushin. Pamiętam, że od razu zaciekawiło mnie to, z jakim zapałem wszyscy podchodzili do treningu, pełna dyscyplina, mimo że z każdą minutą jest coraz trudniej. Trener, a raczej Sensei (jap. „mistrz”, „nauczyciel”) oprócz wydawania poleceń, przy każdym ćwiczeniu motywował nas, żebyśmy dali z siebie jeszcze więcej, tłumacząc, że według filozofii Kyokushin trening zaczyna się dopiero, gdy osiągniesz granice swoich możliwości i tak też jest we wszystkim co, w życiu robimy. Stwierdziłem, że tego mi właśnie potrzeba. Na początku było trudno, nieraz miałem ochotę wyjść z sali, ale to szybko przerodziło się w pytania w stylu „Sensei? Czy będą dzisiaj walki?”. Po jakimś czasie pojechałem też kilka razy na obóz letni. Tam to się dopiero działo, codziennie o 5:00 rano bieg przez las na czczo, potem przez cały dzień treningi techniczne, wytrzymałościowe, walki, siłownia i basen olimpijski. Ciekawym paradoksem było uczucie radości, pomimo siniaków, poobijanych pięści i nieziemskich zakwasów. Na jeden z dni przypadał tzw. „Dzień Przetrwania”. W skrócie: w nieoczekiwanym momencie wszystkich budzono o 1:00 – 2:00 w nocy, czy tego chcieli czy nie. Następnie biegliśmy dookoła miasta i później razem w rzędach wykonywaliśmy kopnięcia i uderzenia z okrzykiem tzw. Kiai (jap.). Sam nie pamiętam ile tego było, ale na następny dzień mało kto potrafił mówić, więc pewnie dużo.

Obecnie trenuję Kyokushin już od 4 lat i czasami ciężko mi uwierzyć jak bardzo się przez to zmieniłem. Wszystkie lekcje, które z tego wyniosłem często przydają się również w codziennym studenckim życiu. Wiadomo, każdy z nas ma czasem jakąś „załamkę” przed „nawałnicą kolosów” czy sesją. Wtedy motywacja i samodyscyplina są niezwykle przydatne. Dodatkowo sport sam w sobie to idealna odskocznia od tej całej rutyny.

Mimo, że w trakcie studiów ciężko zgrać trenowanie z zajęciami, szczególnie jeśli odbywają się w tym samym czasie, to na pewno wiem jedno – oprócz tytułu magistra i doktoratu z farmacji do moich ambicji należy również czarny pas w Karate Kyokushin.

Piotr Skiba – student I roku farmacji Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach oraz członek oddziału PTSF w Sosnowcu. Poza sportową pasją ma też zacięcie artystyczne – na swoim koncie ma występy wokalne w liceum oraz członkostwo w kole aktorskim. Lubi także podróże i co roku stara się odwiedzać nowe miejsca.

Opracowanie: Małgorzata Grabowska

©  Polskie Towarzystwo Studentów Farmacji  2018

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?

Ta strona używa plików cookie. Więcej informacji

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij