Przyszłość Farmaceuty: Farmacja kliniczna w USA

W polskim lecznictwie zamkniętym farmaceutów można spotkać głównie w aptekach szpitalnych. Farmacja kliniczna jest w naszym kraju dziedziną raczkującą. Nieco inaczej wygląda to w innych krajach, np. w Stanach Zjednoczonych. A w zasadzie – kompletnie odmiennie. Osobiście miała okazję się o tym przekonać mgr farm. Anna Stachowiak, absolwentka farmacji Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Ania, jako stażystka tuż po obronie pracy magisterskiej, odbyła 6 – tygodniowy staż w University of Kentucky College of Pharmacy w Lexington, podczas którego poznała pracę tamtejszych farmaceutów klinicznych. Jeżeli również chcecie zaznajomić się z tym tematem – zapraszam do lektury!

Małgorzata Grabowska: Farmacja kliniczna, zwłaszcza w tak bardzo rozwiniętym kraju, jakim jest USA, to szalenie interesujący temat dla wielu studentów farmacji. Wielu z nas może Tobie pozazdrościć, że miałaś okazję poznać tą dziedzinę osobiście. Opowiedz, jak wygląda typowy dzień pracy farmaceuty klinicznego w amerykańskim szpitalu?

Anna Stachowiak: Ależ nie ma czego zazdrościć, lepiej skupić energię na działaniu i wprowadzaniu małymi kroczkami farmacji klinicznej tutaj w Polsce, nawet już podczas studiów. Będąc na stażu w University of Kentucky College of Pharmacy w Lexington miałam możliwość przez sześć tygodni obserwować i uczyć się farmacji klinicznej pod opieką tamtejszych pracowników szpitala UK Health Care i Kentucky Clinic. Codziennie razem z nimi pełniłam wszelkie należące do nich obowiązki. Można powiedzieć, że byłam ich „cieniem”. 😉
To, jak wygląda dzień farmaceuty klinicznego, zależy od oddziału, na którym się pracuje. Ja miałam szansę być na trzech: Kidney and Liver Transplant, Infectious Disease i Markey Cancer Center – Oncology. Postaram się w skrócie omówić jak wyglądały codzienne obowiązki. 🙂 Zaczyna się od sprawdzenia wyników badań laboratoryjnych pacjentów. Farmaceuta ma bowiem dostęp on-line do całej historii choroby oraz obecnych wyników. Następnie odbywa się spotkanie zespołu medycznego, w skład którego wchodzą: lekarze, farmaceuci kliniczni, pielęgniarki, dietetycy i pracownicy socjalni czy np. koordynatorzy przeszczepów na oddziale transplantologii. Podczas zebrania omawiane są kompleksowo: stan zdrowia poszczególnych pacjentów oraz plany dalszego leczenia. Grupa wspólnie podejmuje decyzje, a farmaceuta kliniczny bierze czynny udział w dyskusji dotyczącej farmakoterapii. Następnie zespół przechodzi na obchód lekarski, podczas którego przy łóżkach pacjentów następuje dalsza weryfikacja stanu zdrowia i rokowań. Farmaceuta skupia się tutaj na aspektach drogi podania leku, postaci leku, doborze dawki czy profilaktycznym wprowadzeniu innych medykamentów. Później odbywają się liczne spotkania na oddziale, analizy wyników mikrobiologicznych, seminaria, omawianie case’ów, analiza TDM. Farmaceuta kliniczny ma pod opieką kilkunastu pacjentów z oddziału, dlatego dobrze ich zna. To właśnie bezpośredni kontakt z chorym, szeroka edukacja o stosowanych lekach czy ich zmianie, możliwych działaniach niepożądanych czy interakcjach, a także uświadamianie o roli samodzielnej kontroli stanu zdrowia (np. pomiar ciśnienia, glikemii, właściwa higiena, profilaktyka, unikanie używek itp.) jest istotnym zadaniem farmaceuty klinicznego i stanowi ważny aspekt jego codziennej pracy. Przyczynia się też do zwiększenia zaufania między farmaceutą i pacjentem, co w konsekwencji podnosi szanse na właściwe i świadome przyjmowanie produktów leczniczych, również w warunkach domowych. Zauważyłam to szczególnie u pacjentów na oddziale transplantologii w Kentucky Clinic, u których skrupulatność przyjmowanych leków i profilaktyka jest kluczem do wyzdrowienia. Pod koniec dnia pracy farmaceuta kliniczny po raz kolejny spotyka się z zespołem medycznym, przedstawia analizy zmian stężenia poszczególnych leków we krwi i na tej podstawie układa dalszy plan farmakoterapii.

MG: Jakie najważniejsze zalety i wady dostrzegasz w tamtejszej praktyce farmacji klinicznej?

AS: Na pewno zaletą jest działanie w zespole medycznym. Farmaceuta traktowany jest jako „ekspert lekowy”, zna swoje obowiązki i zadania na oddziale szpitalnym. Ma aktywny kontakt z pacjentem przez co staje się ważnym ogniwem w procesie leczenia i dochodzenia do zdrowia. Natomiast jedyną wadą, jaką zauważyłam i którą podkreślają sami amerykańscy farmaceuci kliniczni jest nadmiar biurokracji, tzn. zapisywanie w systemie komputerowym rezultatu każdej rozmowy z pacjentem czy analizy lekowej lub wyników laboratoryjnych. Mnoży to dokumenty i zabiera sporo czasu, choć oczywiście jest konieczne.

MG: Różnice pomiędzy pracą farmaceuty w polskim oraz amerykańskim szpitalu można zapewne wyliczać bardzo długo. Które z nich uderzyły Cię najbardziej?

AS: Hmm… Rzeczywiście, jest ich bardzo dużo i wymieniając wszystkie pewnie nie starczyłoby czasu na jednej kawie… Jednak najbardziej zapamiętałam różnice w komunikacji między farmaceutami a pozostałym personelem medycznym. Amerykański lekarz ma ogromne zaufanie do farmaceuty, nie boi się współpracy i rozmów, pytań, uwag i wzajemnej kontroli, bardzo często pyta o rady… Bezpieczeństwo oraz racjonalna farmakoterapia pacjenta są na pierwszym planie. Tego życzymy sobie w Polsce… Również studenci farmacji w Kentucky są traktowani bardziej poważnie i ich obecność na oddziałach jest bardzo realna. Powierzani im są pod opiekę konkretni pacjenci.

MG: Staż odbywałaś w University of Kentucky – czy możesz zdradzić jak narodził się pomysł i sposobność tego wyjazdu? Jak oceniasz ten program?

AS: Moje doświadczenie zawdzięczam pomysłowi i zaangażowaniu prof. dr hab. Franciszka Główki, kierownika Katedry i Zakład Farmacji Fizycznej i Farmakokinetyki UMP, Prodziekana Wydziału Farmaceutycznego. Na jednym z wykładów usłyszałam o możliwości stażu w USA. Tak zaczęło się moje pragnienie farmacji klinicznej, a że nie boję się dalekich podróży, to postanowilam dalej marzyć… 🙂 Kolejne zajęcia na studiach i spotkania z Profesorem zaowocowały wspólnym pomysłem na wyjazd. Dużą rolę odegrało członkostwo, a później przewodniczenie Studenckiemu Kołu Naukowemu Farmacji Klinicznej UMP, gdzie rozwijałam swoją pasję kliniczną pod opieką dr hab. n. farm. Edyty Szałek. Miałam również możliwość pisania pracy magisterskiej w tej dziedzinie, współpracując z personelem medycznym jednego z poznańskich szpitali. Był to dla mnie impuls do działania w zakresie farmacji klinicznej. Myślę, że bez działań w SKN nie odważyłabym się na staż w USA, gdyż będąc w Kole miałam możliwość współpracy z lekarzami w poznańskim szpitalu, gdzie zdobyłam pierwsze doświadczenie i zaczęłam oswajać się z farmacją kliniczną w praktyce.
Program oceniam jako bardzo wartościowy, ubogacający i godny polecenia studentom. Ugruntowanie wiedzy, ciągły rozwój oraz praktyczne umiejętności zdobywane tuż przy łóżku chorego są sposobami na podejmowanie właściwych decyzji terapeutycznych. Stwarzają możliwości bycia ekspertem w dziedzinie rozwijającej się w Polsce farmacji klinicznej. Pobyt w Lexington był dla mnie nauką, weryfikacją umiejętności i obserwacją zawodu. Zauważyłam, że dzięki obecności farmaceuty na oddziale szpitalnym oraz prowadzonej kompleksowej analizie wyników, wzrasta racjonalność prowadzonej farmakoterapii, a ryzyko błędów personelu medycznego jest mniejsze (dzięki zasadzie „double check”).

MG: Co możesz doradzić potencjalnym chętnym na uczestnictwo w takim stażu?

AS: Nie bójcie się zaryzykować! To najważniejsze nie tylko na studiach, ale i w życiu 🙂 Doświadczenie zdobyte na zagranicznych stażach czy wolontariatach owocuje w przyszłości. Szukajcie wyjazdów, czytajcie, pytajcie swoich opiekunów naukowych i profesorów. Każde nowe doświadczenie, a szczególnie w zakresie Waszych pasji, ubogaci Was w różnych sferach życiowych. 😉 Pobyt w Lexington był dla mnie niezwykle wartościowy i pouczający. Takiej przygody życzę również Wam!
Multizadaniowość farmaceuty klinicznego zmusza nas do nieustannej nauki i podpierania swoich zaleceń lekowych rzetelnymi badaniami naukowymi oraz korzystaniem z wiarygodnych źródeł informacji. Możemy się tego nauczyć nie tylko na wyjazdach, ale również w Polsce działając m.in. w kołach naukowych i biorąc udział w różnych projektach badawczych, do czego Was zachęcam.

MG: Mając obecnie porównanie sytuacji farmaceuty w szpitalu polskim oraz w USA jak odniesiesz się do opinii o korzyściach z wprowadzenia stanowiska farmaceuty klinicznego w Polsce?

AS: Najważniejszym plusem jest zwiększenie racjonalności farmakoterapii, monitorowanie stosowania m.in. antybiotyków oraz działań niepożądanych. To wszystko składa się na zwiększenie bezpieczeństwa pacjenta i dlatego, moim zdaniem, stanowi niepodważalną korzyść z wprowadzenia farmaceuty na oddziały szpitalne. Ograniczone zostają również koszty finansowe dla szpitala, związane ze zmniejszeniem nadmiernego stosowania leków, błędów terapeutycznych itp. Bądźmy ekspertami w naszej dziedzinie, nie wchodząc w kompetencje lekarskie. Nie stawiajmy diagnoz, a bądźmy doradcami w procesie farmakoterapii, budując mosty w relacjach zespołu medycznego. Stwarzając w polskim społeczeństwie obraz farmaceuty klinicznego, który ma kontakt z pacjentem, podnosimy szanse wyzdrowienia poprzez wzrost świadomości i wiedzy na temat stosowanych przez chorych leków. Przekłada się to na zwiększenie skrupulatności zażywanych leków, poprawności samoleczenia, stosowania się do zasad profilaktyki, walki z nałogami, czy częstości wykonywania badań kontrolnych. Myślę, że te zalety są wystarczającym dowodem na to, że farmaceuta kliniczny jest potrzebny przy łóżkach pacjentów.

MG: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Opracowanie: Małgorzata Grabowska

©  Polskie Towarzystwo Studentów Farmacji  2018

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?

Ta strona używa plików cookie. Więcej informacji

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij