Szczepienia działają, szczepmy Europę!

„Co dziesiąty student Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego uważa, że spożywanie czosnku w okresie wzmożonej zachorowalności na grypę, daje porównywalne efekty co szczepionka” – mówi dr Tomasz Sobierajski z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego podczas konferencji odbywającej się w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego – Państwowym Zakładzie Higieny (NIZP-PZH) „Szczepienia działają, szczepmy Europę”, organizowaną w ramach Europejskiego Tygodnia Szczepień.

Brzmi jak żart, ale niestety nim nie jest. W naszej edukacji istnieje luka, która daje możliwość rozwoju ruchów antyszczepionkowych, nawet w środowisku medycznym. Rosnąca popularność przeciwników szczepień wymaga od nas ciągłej, niezachwianej wiary w skuteczność szczepień i ogromnej wiedzy na ich temat, umożliwiającej rozwianie wątpliwości zaniepokojonych rodziców. Stąd właśnie potrzeba organizowania takich wydarzeń jak wspomniana konferencja. Nacisk na komunikację z pacjentem był widoczny w programie – ponad połowa wykładów skupiała się na edukowaniu społeczeństwa i reakcji na antyszczepionkowe komentarze.

W świetle najnowszych doniesień o epidemii odry w wielu krajach europejskich, wiele uwagi poświęcono programowi eliminacji odry i różyczki w Polsce. Program wprowadzony przez WHO przewiduje wyeliminowanie tych chorób do 2020 roku. Mimo, że jesteśmy już bardzo blisko osiągnięcia celu to wzrasta ilość osób odmawiających zaszczepienia swojego dziecka. Do tej pory poziom zaszczepienia w Polsce utrzymywał się na poziomie ok. 98%. Sytuacja zaczęła zmieniać się w 2016, a w 2017 roku od obowiązku szczepień uchyliło się 30 000 osób, przez co nie osiągnęliśmy wymaganego do przerwania transmisji choroby poziomu 95%. Jeżeli taka tendencja się utrzyma to nie tylko nie uda nam się wyeliminować odry z terenu naszego kraju, ale doprowadzimy do powrotu epidemii. W zeszłym roku w Europie odnotowano 35 przypadków śmiertelnych oraz 4-krotny wzrost zachorowalności.

Odra jest chorobą szczególnie niebezpieczną, o której długo nic się nie mówiło i wiele z nas zupełnie zapomniało jak niebezpieczna potrafi być. Jedna osoba chora na odrę jest w stanie zarazić do 18 osób. Czy to dużo? Bardzo. Dla porównania chory na grypę zarazi od 1 do 4 osób. Powikłania pochorobowe w przypadku odry wystąpią u ok. 30% osób, a aż 1 na 1000 osób umrze w wyniku choroby.

Strategia programu eliminacji odry jest prosta i zakłada wysoki poziom wyszczepienia populacji, ograniczenie transmisji wirusa (możliwe do osiągnięcia przez zrealizowanie poprzedniego punktu) i utrzymanie wysokiej jakości nadzoru. Każde podejrzenie wystąpienia odry lub różyczki musi zostać zgłoszone oraz zweryfikowane przez krajowy ośrodek referencyjny, który odpowiada za identyfikację wirusa. Takim ośrodkiem w Polsce jest Zakład Wirusologii NIZP-PZH.

O programie eliminacji odry i różyczki i różyczki wrodzonej i o ewentualnych skutkach zniesienia obowiązku szczepień w Polsce rozmawiałyśmy z krajowym konsultantem w dziedzinie epidemiologii w Polsce – dr n. med. Iwoną Paradowską-Stankiewicz.

W szczepionkę nie boli: Na jakim etapie eliminacji odry jesteśmy, ile jeszcze zostało do zrobienia i czy te przypadki zachorowań na odrę występujące w ostatnim roku w Europie spowodowały, że jesteśmy dalej od osiągnięcia celu?

Dr n. med. Iwona Paradowska-Stankiewicz: Oczywiście trudno to przewidzieć do końca, ale od wielu lat monitorujemy sytuację w Polsce. Od momentu kiedy Polska przystąpiła do programu eliminacji odry, różyczki i różyczki wrodzonej zmieniło się patrzenie na te trzy choroby. Ten nadzór jest bardzo czuły i swoisty (używając języka epidemiologicznego). Wiedzą o tym lekarze (mam nadzieję, że wszyscy), że każdy przypadek podejrzenia lub stwierdzenia odry, różyczki i różyczki wrodzonej po pierwsze wymaga zgłoszenia, a po drugie pobrania odpowiedniego materiału biologicznego do badania i przesłania go do naszego zakładu wirusologii, który jest ośrodkiem referencyjnym. My potwierdzamy, czy wystąpiły dane choroby, co jest ważne z perspektywy programu eliminacji i zatwierdzenia wiarygodności danych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Monitorowanie sytuacji to jedna rzecz, ale musimy również zaraportować to do Światowej Organizacji Zdrowia, powiedzmy – w perspektywie rocznej. I przez wiele lat mieliśmy taką sytuację, że zaznaczaliśmy w tym raporcie, że jesteśmy krajem endemicznego występowania odry i różyczki, czyli utrzymywała się ona u nas na względnie stałym poziomie. W zeszłym roku, po raz pierwszy w odniesieniu do różyczki, mogliśmy powiedzieć, że jesteśmy na kolejnym etapie, czyli przerwania łańcucha transmisji. Utrzymywanie się tego stanu przez kilka lat może skutkować uznaniem nas za kraj w którym wyeliminowano te choroby.

Czy to oznacza, że nie może być wtedy żadnych nowych przypadków zachorowań?

IPS: Nie, nie oznacza. Dopuszczalne jest występowanie kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu przypadków, ale one muszą być też badane pod kątem tego czy są to przypadki rodzime, czy zaimportowane (wywołane przez wirusy genotypowo charakterystyczne dla innych krajów). W momencie gdy wiemy, że są to przypadki zaimportowane, to nawet jeżeli ich będzie sto, nie zmieni to statusu naszego kraju. Dlatego właśnie ważna jest diagnostyka molekularna, która pozwala stwierdzić, czy ta sytuacja nadal jest dobra. W odrze jest sytuacja taka, że ogniska zachorowań są rozproszone. Póki co stan zaszczepienia jest wysoki, monitoring jest prowadzony, jakość nadzoru też jest wysoka. Pozostaje tylko mieć nadzieję i starać się walczyć o to, by został utrzymany wysoki stan wszczepienia i jak najmniej było ludzi którzy odmawiają zaszczepienia dzieci.

Czy jest możliwe, że rosnąca popularność ruchów antyszczepionkowych pogrzebie naszą szansę na wyeliminowanie odry z terenu naszego kraju?

IPS: Oczywiście, że jest taka szansa, ale nie pozwolimy na to. Zbyt długi już czas udawało nam się powstrzymywać występowanie chorób zakaźnych przez realizację szczepień. Panował u nas rewelacyjny poziom zaszczepienia, dlatego teraz wszystkimi możliwymi sposobami musimy przypominać o tym, że nie możemy tego zaprzepaścić. Droga do wyeliminowania tych chorób jest już krótsza i naturalną koleją rzeczy powinna być, tak jak w przypadku ospy prawdziwej, eradykacja. Ospa została eradykowana, w związku z tym nie trzeba się już szczepić przeciw niej.

Zastanawia nas jeszcze jedna rzecz jeżeli chodzi o eliminacje odry z terenu Polski. Czy skoro wirus może zostać tak łatwo przeniesiony z innego kraju, to możemy nadal mówić o wyeliminowaniu choroby?

IPS: W przypadku eliminacji choroby mogą wystąpić pojedyncze zachorowania. Najważniejszym punktem tutaj jest szczepienie. To ono stwarza największe możliwości i szanse na to, żeby ta choroba się nie rozprzestrzeniała i wtedy możemy mówić o wyeliminowaniu choroby z terenu danego kraju. Pewnie, że idealnie byłoby wyeliminować odrę z powierzchni Ziemi tak jak to było w przypadku ospy prawdziwej. Blisko eradykacji jest też polio, mimo tego, że nadal są jeszcze trzy kraje na świecie w których endemicznie występuje.

Czy gdyby szczepienia w Polsce przestały być obowiązkowe to możliwy byłby powrót chorób, które już nie występują na terenie naszego kraju np. polio?

IPS: Oczywiście, każda choroba może wrócić gdy się nie szczepimy. Jeżeli nie będzie szczepień lub poziom zaszczepienia spadnie poniżej 80-85% to te choroby z pewnością wrócą. I jest to realny problem, ale nie możemy do tego dopuścić.

Zniesienie obowiązku szczepień jest po prostu niezasadne i nie ma ku temu żadnych podstaw merytorycznych. Ten obowiązek został wprowadzony po wojnie, kiedy bardzo wysoką liczbę zachorowań na choroby zakaźne. Ale widać efekt, proszę zobaczyć, szczepienia zostały wprowadzone w latach 50-60. Trwało to pół wieku, żeby osiągnąć efekt niemal całkowitej eliminacji. My po prostu zapomnieliśmy o niektórych chorobach. Parę lat temu o odrze w Polsce w ogóle się nie mówiło. Dopiero teraz jest nawrót. Lekarze muszą sobie przypomnieć jak wyglądają objawy, wielu młodych lekarzy nigdy nie widziało osoby chorej na odrę. Stąd też zdarzają się pomyłki i niepewność w rozpoznaniu choroby. Odra i różyczka są często mylone na poziomie diagnostyki lekarskiej. Dlatego w naszym laboratorium robione są zawsze dwa testy – na odrę i różyczkę, bez względu na to która choroba została zgłoszona.

W takim razie co my możemy zrobić, aby pomóc wyeliminować odrę i różyczkę z terenu Polski? Zarówno na poziomie instytucjonalnym jak i osobiście?

IPS: Ja myślę, że kontynuować wasze dobre dzieło, które robicie. Musimy patrzeć szerzej, aby nie doprowadzić właśnie do powrotu chorób, które obecnie nam nie zagrażają. No i przede wszystkim szczepić, szczepić i jeszcze raz szczepić.

Autorzy:

  • Joanna Oberska
  • Marianna Gajda

Studentki farmacji na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Koordynatorki projektu “W szczepionkę nie boli”.

©  Polskie Towarzystwo Studentów Farmacji  2018

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?

Ta strona używa plików cookie. Więcej informacji

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij